[PL] Czym jest obecnie świadomość ekologiczna ?

Pamiętam kiedyś pytanie do przedstawiciela angielskiego starszego pokolenia- jaka jest przyczyna sukcesów jego pożycia małżeńskiego. Dzięki czemu udało mu się przeżyć w małżeństwie 60 lat. Odpowiedział w sposób zdawało by się prosty „Kiedyś rzeczy się nie wyrzucało tylko naprawiało”. Była w tym bardzo głęboka myśl. On przedstawiciel wojennego pokolenia w którym to zużycie surowców było limitowane. Gdzie wszelkie formy próby ograniczenia zapotrzebowania na dosłownie wszystko były nagradzane. W czasach kiedy to zbiór puszek w celu ponownego zużycia uchodził za sprawę narodową, a rezygnacja z rajstop nylonowych poświęceniem dla dobra kraju, to właśnie naprawianie wszystkiego było kluczem. Te postawy oczywiście nie miały motywacji ekologicznej , wojna też sama
z siebie nie należy do ekologicznych. Jednak znamionuje to pewną postawę, którą to rozumie chyba i pokolenie doświadczone naszą historią. O ile na zachodzie nastąpił dosyć szybko rozkwit gospodarczy i nastąpiła era konsumpcjonizmu, to w naszej części świata musieliśmy sobie radzić jak umieliśmy. To nas uczyło oszczędności zaradności. Wychowało się tak kilka pokoleń w naszym kraju… Teraz chyba inaczej spojrzycie na pokolenie naszych dziadków który to gromadzili czasem wszystko, bo może będzie jeszcze potrzebne.

Pamiętam pierwsze spotkanie z grupką ekologów z zachodu. Przyjechali do naszego kraju by wziąć udział w rajdzie. Idea tego rajdy była oczywiście ekologiczna i chodziło o najniższe ograniczenie emisji CO2. Pamiętam ich dyskusje i zarzuty o tym jak można promować u nas w kraju z założenia ekologiczny transport kolejowy, skoro cała niemal energia elektryczna jest u nas wytwarzana z węgla. Nas zaskoczyły zaś ich proste wybory dnia codziennego. Czemu woleli ryż zamiast kaszy? Dlaczego kupowali fasolę w puszkach zamiast łuskaną luzem? Dla nas mieszkańców kraju, w którym wówczas było oczywiste, iż ten ryż musiał przebyć długą drogę, aby dotrzeć do nas z daleka. To przecież generuje ślad węglowy. Nie wspominając o emisji metanu z samych pół. Nie rozumieliśmy tego podejścia. W też czasie było hasło lansowane ONZ w sprawie ekologii które to brzmiało: Myśl globalnie, działaj lokalnie. I właśnie ekologia była pojmowana przez nas jako suma takich drobnych codziennych decyzji. Decyzji, które to podejmuje się znając konsekwencje poszczególnych wyborów. To wymaga oczywiście wiedzy…

Minęło trochę czasu pojawiła się moda na nie śmiecenie. Ponowne wykorzystywanie różnych niepotrzebnych przedmiotów jest szczytne. Tylko czy aby przypadkiem wiedza nie jest zastępowana modą płytkimi hasłami? Najbardziej mnie zastanawia próba włączenia weganizmu do ekologii. O ile rozumiem argumenty etyczne nie zabijaj. To nie rozumiem sytuacji, kiedy to weganie mają koty, czy psy. To, iż ty człowieku nie zjesz mięsa, nie oznacza, iż twój kot czy pies też nie może. Próbując zaś nakłonić te do diety bezmięsnej to igranie z ich fizjologią, szczególnie w przypadku kotów może to się źle skończyć. Wszyscy kochają te: krówki, świnki, króliki, kaczki, a jakoś nie mają takich zwierząt w domu. Chcesz żyć wg idei zero waste to miej chomika czy świnkę morską. Pamiętam jak sam miałem je przez kilka lat. Zawsze znalazło się coś z kuchni co i tak było do wyrzucenia a było dla tych zwierząt dobre do jedzenia. One również mają futro, również żyją. Nie twierdzę, iż nie da się połączyć posiadania kota czy pas z byciem Eko. Chcę jedynie podkreślić, iż jeśli ktoś decyduje się być wege z uwagi na CO2, to musi mieć świadomość tego faktu. Musi sprawdzić zawartość swojej szafy z butami włącznie, bo skóra jest wszędzie. Jak widać wybór jest trudny… Może się przy tym okazać, iż ten zły myśliwy jedzący to paskudne mięso z polowań ma mniejszy wpływ ekologiczny niż nie jedna lansująca się w Internecie „vege blogerka”, która to sobie lata po świecie…

„zielony chochlik”